poniedziałek, 16 lutego 2009

16 sierpnia 2008

Niemcy

Pobudka o 5 rano, trzeba było iść spać wcześniej. Niewyspani idziemy z plecakami kilka kilometrów na dworzec we Frankfurcie i wsiadamy do naszego pierwszego pociągu . Jedziemy na Schones Wochenende Ticet. Za 35 Euro można jeździć całą sobotę lub niedzielę po Niemczech pociągami regionalnymi. My wykorzystujemy to na dotarcie na granicę francuską. Na ten bilet może jechać do pięciu osób, więc w naszym przypadku za przejechanie całych Niemiec zapłaciliśmy po 7 euro od osoby:) Mamy jakieś 10 przesiadek , ponieważ pociągi regionalne nie jeżdżą tak daleko. Na większość mamy po 5 minut ale na szczęście niemiecka kolej działa lepiej od naszej i żaden pociąg się nie spóźnia. Nie trzeba się martwić że pociągi regionalne są duzo wolniejsze. Jeżdżą po prostu na krótszych trasach a warunki są nieporównywalnie lepsze niż w PKP. Do Frankfurtu nad Menem towarzyszy nam nasz rodak z swoim synem (opowiada bardzo zabawne dowcipy..).Wieczorem zgodnie z planem dojeżdżamy do Saarbrucken na granicy niemiecko-francuskiej. Pytamy w informacji o kempingi , miła pani z informacji znająca angielski, kiedy słyszy że jedziemy na stopa, pokazuje nam pole namiotowe niedaleko autostrady. Oprócz tego dostajemy mapki z planem miasta J Później idziemy cos zjeść i czekamy na autobus. Kiedy już się zjawia, pytamy kierowcę czy dojedziemy nim na wskazany kemping. Mężczyzna podaje numer innego autobusu i mówi że dojedziemy tamtym. Idziemy sprawdzić i rzeczywiście dojedziemy nim na nasz kemping ,ale już nie dzisiaj , bo ostatni jechał pół godziny temu .Idziemy wiec na inny przystanek , z którego mamy autobus. Coś około kilometra , ale jest ciemno i plecaki nam ciążą , bo jesteśmy zmęczeni jazdą. Robi się trochę nerwowa atmosfera. Na przystanku musimy poczekać prawie godzinę na autobus a jest już 22.00. Po pół godziny siedzenia zatrzymuje się przy nas bus .Kierowca pyta się gdzie chcemy jechać? Trochę zdziwieni mówimy , że na kemping i pytamy , ile chce za podwiezienie. Mężczyzna się śmieje i odpowiada, że zawiezie nas za darmo. Dziwnym trafem podjechał akurat vanem ,w którym było miejsca dla naszej piątki i naszych wielkich bagaży. Dirk nie był taksówkarzem zatrzymał się bo chciał pomóc. Na kempingu padamy sobie w ramiona i cieszymy się jak dzieci .Nie możemy w to uwierzyć. Jeszcze nie zaczęliśmy stopować a już przytrafiają nam się takie historie:) Po rozbiciu namiotów idziemy na piwo. Kiedy Burak puszcza z komputera Rickiego Martina jakiś Niemiec mówi do niego „ Du bist homoseksual” (oczywiście długo wypominamy to Michałowi...). Bawimy się trochę przy niemieckim disco polo i idziemy spać.

16.08.2008 Niemcy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz